poniedziałek, 26 października 2009
Panno Młoda, Młoda Panno
. . . Cypr . . . przybył herold spieszący . . . co sił w nogach. . . Idaios, wieść przynosząc w poselstwie pięknie brzmiącą, . . . . . . . . . . . . . . . która w krainach Azji wieczną zyskała sławę: Hektor z towarzyszami wiozą to z świętych Teb, sponad szumiącej Plakii uroczą Andromachę o pięknych oczach. Płyną statkami, morzem słonym, a z nimi jej wyprawa, bransolet złotych wiele prześlicznych, lekkich sukien, barwionych purpurowo, i srebrnych czar, i kubków z drogiej słoniowej kości. Tak opowiadał poseł. Zerwał się ojciec Hektora i chyża wieść pobiegła na miasto, do przyjaciół. Kobiety zaraz muły do pięknokołych wozów zaprzęgły i wsiadały, by zdążyć na spotkanie, dziewczęta zabierając młodziutkie, smukłonogie. Tylko Pryjama córki osobne brały wozy. Już i mężczyźni konie przywiedli do rydwanów dwukołowych, przystrojonych, prowadząc z sobą chłopców, z paradą . . . . . . . . . . . . . . wyruszyli . . . . . . . woźnice. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . bogom podobnych witając otoczyli . . . . . . . . do Ilionu, a słodki fletów śpiew mieszał się z lutni dźwiękiem i głośną wrzawą kotłów. Od razu też dziewczęta pieśń zaśpiewały świętą, lecącą pod niebiosa tak czysto, że bogowie z uśmiechem ją przyjęli. Wszędzie, na wszystkich drogach. . . puchary i karety . . . . . . . . . . mirra z libańską kasją mieszały swe zapachy. Stare kobiety głośny podniosły krzyk, mężczyźni peanem wzniosłym czcili boga ze srebrną lirą, sławiąc, podobnych bogom, Hetora z Andromachą.
SAFONA
poniedziałek, 21 września 2009
czwartek, 17 września 2009
kontradanse, walce i galopady

przez J.S.
oczywiście
wtorek, 18 sierpnia 2009
kreska na piasku
tak oto dotarłem na brzeg oceanu stanąłem i patykiem na piasku kreskę wzdłuż łagodnego brzegu na północ troszkę i na południe i znowu i dalej jeszcze i dalej ocean pieścił miłośnie me stopy usiądź odpocznij kochany nikt śladem twoim nie biegnie nie patrz nerwowo za siebie spójrz na mnie i cały się w wodzie mej obmyj po marszu tak długim ten cały piasek i tak jest Twój i każda kropla we mnie i wiatr na falach dla ciebie śpiewa chodź już chodź kochany chodź
środa, 05 sierpnia 2009
***
stopami swemi tam gdzie słońce ogrzewało wasze myśli uładzone tam gdzie cykad szum otaczał narodziny naszych ksiąg pośród wyschłej ostrej trawy brzegiem słonych wód stopami swemi tam gdzie łódka chybotliwa tam gdzie stopa Twoja zostawiła ślad kochany

wtorek, 30 czerwca 2009
Sen spełniony
w ten upalny letni dzień
tam gdzie miłość tam gdzie sen spełniony
idziesz Ty idę ja a nad nami niebo trwa
i niebawem lada dzień rozpoczniemy nowy sen
a w nim Ty a w nim ja a nad nami niebo trwa
piątek, 10 kwietnia 2009
A potem?
A potem? Co stało się potem? O czym mam teraz napisać? O tym, jak kończy się wielkie przeżycie? Smutny temat. Bo bunt jest wielkim przeżyciem, przygodą serca. Spójrzcie na ludzi, kiedy uczestniczą w buncie. Są pobudzeni, przejęci, gotowi do poświęceń. W tym momencie żyją w świecie monotematycznym, ograniczonym tylko do jednej myśli - pragną osiągnąć pożądany cel. Wszystko będzie mu podporządkowane, wszelka niedogodność staje się łatwa do zniesienia, żadna ofiara nie jest zbyt wielka. Bunt uwalnia nas od własnego ja, od codziennego ja, które wydaje nam się teraz małe, nijakie i nam samym - obce. Zdumieni, odkrywamy w sobie nieznane zasoby energii, jesteśmy zdolni do zachowań tak szlachetnych, że nas samych wprawia to w podziw. A ileż przy tym dumy, że potrafiliśmy się wznieść tak wysoko! Ileż satysfakcji, że tak wiele daliśmy z siebie! Ale przychodzi chwila, kiedy nastrój gaśnie i wszystko się kończy. Jeszcze odruchowo, z nawyku, powtarzamy gesty i słowa, jeszcze chcemy, żeby było tak jak wczoraj, ale już wiemy - i to odkrycie napełnia nas przerażeniem - że to wczoraj więcej się nie powtórzy. Rozglądamy się wokoło i dokonujemy nowego odkrycia - ci, którzy byli z nami, też stali się inni, też coś w nich zgasło, coś się wypaliło. Nagle nasza wspólnota rozpada się, każdy wraca do codziennego ja, które z początku krępuje jak źle skrojone ubranie, ale wiemy, że jest to nasze ubranie i że innego nie będziemy mieć. Z niechęcią patrzymy sobie w oczy, unikamy rozmów, przestaliśmy być sobie potrzebni. Ten spadek temperatury, ta zmiana klimatu, należy do najbardziej przykrych i przygnębiających doświadczeń. Zaczyna się dzień, w którym coś powinno się stać. I nie dzieje się nic. Nikt nas nie wzywa, nikt nie oczekuje, jesteśmy zbędni. Zaczynamy odczuwać wielkie zmęczenie, stopniowo ogarnia nas apatia. Mówimy sobie - muszę odpocząć, muszę się pozbierać, nabrać sił. Koniecznie chcemy zaczerpnąć świeżego powietrza. Koniecznie chcemy zrobić coś bardzo codziennego - posprzątać mieszkanie, naprawić okno. Są to wszystko działania obronne, aby uniknąć depresji, która nadciąga. Więc zbieramy siły i naprawiamy okno. Ale nie jest nam dobrze, nie jesteśmy radośni, ponieważ czujemy, jak uwiera nas żużel, który nosimy w sobie. Ryszard Kapuściński „Szachinszach" A teraz z taka samą solidarnością i rozwagą jak strajkowaliśmy, pójdziemy do pracy. Lech Wałęsa 31 sierpnia 1980
wtorek, 10 lutego 2009
10 lutego
czy w tym dniu naszym w tym dniu gdy smyczką przywołałaś moje oczy ku sobie gdy nasze myśli oplotły się wzajem wtedy gdy powiedziałaś że poczekasz na mnie że dasz mi tyle czasu ile zechcę że zrozumiesz czy mówiłaś szczerze ja bym nie był taki hojny dla Ciebie lepiej byś mi oczy wyjęła niż byś pozwoliła choć raz spojrzeć wstecz ja bym nie był taki hojny dla Ciebie wiesz o tym takiego prezentu bym Ci nie dał dzisiaj w tym dniu Twoim każdy inny ale nie ten wybacz
czwartek, 15 stycznia 2009
już nigdy
juz nigdy listów takich nie znajdziemy w skrzynce i drżącemi dłoni nie rozetniemy białej koperty ciekawi tajemnic sprzed dni kilku
tajemnice teraz zdarte jedynie pośpiesznym ruchem a w środku głeboko cuda najczystsze schowane a w środku głęboko nadal mieszka tajemniczy duch żal za skrzypiącym krzesłem żal
|
|